-Przynajmniej mógłbyś spróbować sprawić, że to będzie trochę fajniejsze- Sprzeciwiłam się, starałam się nie podnosić głosu, ponieważ byliśmy w bibliotece, ale to stawało się trudniejsze i trudniejsze kiedy Luke był w pobliżu
Luke douczał mnie już od miesiąca i jeśli mam być szczera zaczyna mnie to męczyć. To było zawsze to samo, mała powtórka z douczaniem, a potem nauka nowych pojęć, a co najgorsze Luke wciąż nie był zbytnio przyjacielski. Plus, teraz spotykamy się dwa razy w tygodniu, a nie tylko w soboty.
-To nie może być fajniejsze. To matematyka- Luke wywrócił oczami, zaciągając swoją beanie na tyle nisko, że zakrywała jego włosy i połowę twarzy
-Ty myślisz, że matma jest fajna, prawda?- zapytałam. Właściwie to myślałam, że Luke lubił matematykę, był z tego dobry, a to mogła być jedna z niewielu rzeczy, którą Luke lubił
-Tak, ale tylko dlatego, że jestem z niej dobry Gdybym nie by taki mądry nie chodziłbym teraz do szkoły-wzruszył ramionami, czyli te plotki były prawdziwe
-Jesteś takim kujonem. Strasz się ukryć tego bad boya w sobie, ale ja cie przejrzałam-powiedziałam wgapiając się w niego. Taka była prawda. Luke zawsze starał się, aby inni myśleli o nim jako o twardzielu kiedy tak na prawdę wszytko czego chciał, to siedzenie w domu i rozwiązywanie matematycznych problemów
-Nie jestem kujonem! Ja tylko lubię matmę, lubię spędzać mój wolny czas nad matematyką. Mam prawo to lubić nie będąc kujonem!- powiedział surowym tonem, jakby myśl o tym, że nazwałam go kujonem bardzo go dotknęła
-Więc nie musisz skupiać się tylko na matematyce. Czy ty w ogóle się jakoś bawisz?- powiedziałam, upuszczając ołówek na stół. To jest sygnał na Luke'a, że kończę pracę na jakiś czas
Zaczęłam zauważać, że przynajmniej las podczas każdej lekcji, rozmawiamy ze sobą, prowadząc całkiem normalną rozmowę. To było przyjemne, ponieważ przez te kilka minut mogłam zobaczyć w Luke'u kogoś więcej niż tylko mojego korepetytora, a dostrzec tą jego przyjacielską stronę
-Nie chcę się bawić. Jestem bardzo szczęśliwy siedząc w domu i robiąc matematykę- Chłopak zmrużył swoje oczy kiedy to mówił, zupełnie jakby nie był do końca pewny, czy jestem poważna
-Nie wydajesz się szczęśliwy- zaczęłam. Gdyby mowa była o kimś innym to co powiedziałam ubrałabym w inne słowa, ale nie czuję takiej potrzeby jeśli chodzi o Luke'a
Czułam, że Luke mógłby zyskać trochę popularności, gdyby chociaż raz zachował się jak normalny nastolatek. Gdyby chociaż raz próbował nawiązać nowe znajomości, choćby poprzez rozmowę z ludźmi ze swojej klasy nie byłby takim nieszczęśnikiem. Z tego co dowiedziałam się o nim dotychczas, wiem, że Luke jest całkiem przyzwoitym facetem. Wiem, że ludzie byliby otwarci na przyjaźń z nim, gdyby tylko trochę się postarał. Ten chłopak chłopak jest jak ceglany mur.
-Mam problem z wyrażaniem emocji. Moja mama twierdzi, że powinienem chodzić do specjalisty i zacząć łykać te dziwne tabletki, ale dla mnie to jakiś obłęd- Luke wywrócił oczami zapewne na myśl o swojej matce. Nigdy wcześniej nie mówił o swojej mamie ani o jakimkolwiek innym członku swojej rodziny. Zawsze myślałam, że Luke żyje sam. Dzięki Ericowi wiedziałam też o jego starszym bracie, ale on wspomniał o nim tylko kilka razy- Nie mam żadnej choroby psychicznej. Po prostu nie lubię..wszystkiego, tyle
-Twoja mama?- wtrąciłam, byłam ciekawa relacji jakie pomiędzy nimi panują, skoro taka była reakcja blondyna na jej wspomnienie
-Tak, moja mama, co z nią?- sapnął i zabrał się za wygładzanie swojej niebieskiej koszuli, chciał po prostu udawać, że jest na tym bardziej skupiony niż w rzeczywistości był. Dziwiło mnie to, że nie nosił butów wojskowych czy skórzanych kurtek. Wręcz przeciwnie wyglądał normalnie, zupełnie nie jak chłopak, który idzie przez życie szerząc nienawiść do całego świata
-Nidy wcześniej o niej nie wspomniałeś. To po prostu wydało mi się ciekawe- wzruszyłam ramionami, ale nie chciałam, żeby ta rozmowa się skończyła, inaczej wrócilibyśmy do rzeczywistości, w której nie ubiliśmy siebie nawzajem.
-Cóż nie wspominam o niej, ponieważ prawie nigdy jej nie widuję, jest agentką nieruchomości, więc całe dnie spędza w pracy, codziennie. Właściwie to nie mam nic przeciwko, nie należy do osób, z którymi chciałbym przebywać- wpatrywał się we mnie tym pozbawionym emocji wzrokiem. Doskonale wiem, czemu jego mama martwi się o niego- Dobra wracajmy do pracy
-Co na to twój tata? Na to, że twoja mama chce cię wysłać do terapeuty i w ogóle- zignorowałam jego prośbę i zadałam kolejne pytanie
-Nic o tym nie wie- wzruszył ramionami
-Może twoja mama po prostu myśli, że masz depresję, martwi się o ciebie. Powinieneś z nią o tym porozmawiać, za nim zacznie być poważniej-ostrzegłam go.
-Nie mam depresji-powiedział Luke z jadem na języku
-Szczerze nie byłabym zaskoczona, jeśli ktoś pomyślałby, że ją masz-zatrzymałam się.-Tak jakby okazujesz symptomy depresji. Brak emocji, niewkładanie wysiłku w coś co robisz, bycie...
-Od kiedy jesteś ekspertem w sprawach depresji?-Warknął, przerywając mi.
-Nie jestem ekspertem, to zdrowy rozsądek-starałam się wytłumaczyć.
-Nie potrzebuję twojego pieprzonego zdrowego rozsądku. Nie potrzebuję, żebyś próbowała i pomagała mi. Nie dzieje się ze mną nic złego-sprowadził swój głos do szeptu, co szczerze przerażało mnie bardziej niż jego krzyczenie na mnie.
-Nie starałam się ci pomóc- odszeptałam.
-Świetnie- Luke zaczął bujać się na swoim krześle, krzyżując ramiona na piersi
-Twój tata-powtórzyłam-Jak się z tym czuje?
-Nie wiem, nie mieszkam z nim-powiedział Luke, przygryzając wnętrze swojego policzka. Robił to kiedy chciał powiedzieć więcej, ale wiedział, że nie powinien. Właśnie to zrozumiałam
-Oh, naprawdę? W takim razie gdzie? Mój tata mieszka w Bostonie-powiedziałam, odczuwając ulgę, że Luke i ja mamy ze sobą coś wspólnego.
Mój tata wyprowadził się kilka lat temu, po rozwodzie z moją mamą. Poza tym na pierwszym miejscu musiał wyprowadzić się z powodu swojej pracy. Sądzę, że to jeden z powodów, dlaczego się rozstali, moja mama nie chciała wyprowadzać się z Nowego Jorku. Kocha to miasto. Na początku było dziwnie, ale przyzwyczaiłam się do tego. Eric i ja jeździmy tam na święta każdego roku i to naprawdę nie jest takie złe. Bądź co bądź nie utrzymujemy bliskich kontaktów. Nigdy w sumie ich nie utrzymywaliśmy, Eric też tego nie praktykował
-Nie pytałem-Luke przerwał mi, zanim zdążyłam coś powiedzieć. Nie mogłam nic zaradzić na to, byłam naprawdę podekscytowana faktem, iż Luke i ja mamy ze sobą coś wspólnego i że zdawaliśmy się zbaczać z napiętej rozmowy, którą prowadziliśmy chwilę temu
-Tak, masz rację, przepraszam-powiedziałam, starając się nie zarumienić z zakłopotania. Nie często zdarzało się, żebym miała z tym styczność, ale kiedy już miałam (i kiedy ktoś mi przerywał) zawsze kończyłam, czując się idiotką za pozwalanie sobie mówić bez kontroli w ten sposób.
Po tym milczeliśmy przez kilka minut, oboje wpatrzeni w powódź matematycznych zadań zapisanych w naszych zeszytach. Ta nagła cisza pomiędzy nami była prawie nie do zniesienia. Właściwie to nawet lubiłam rozmawiać z Lukiem, na pewno bardziej niż lubiłam odrabiać matematykę. Miałam zamiar zadać moje pytanie Luke'owi jeszcze raz, tak na wszelki wypadek, gdyby zapomniał że pytałam, czy coś, ale zanim mogłam to zrobić, on odezwał się ponownie.
-Co do Twojego pytania, właściwie to nie wiem, gdzie jest mój tata-powiedział, stukając swoim ołówkiem o stół.-On tak jakby...odszedł, zgaduję, że kiedy byłem mały. Mój brat miał dziewięć lat, chyba. Teraz jest nawet fajniej, ponieważ odkąd mój brat jest do college'u, mam cały dom dla siebie przez większość czasu
-Oh...Przykro mi-nie byłam pewna, co powiedzieć. Luke nie wydawał się być tym rozdrażniony, chociaż rozmawialiśmy o tym wcześniej i on nigdy nie okazuje tego co czuje. Nadal byłam niepewna tego, co powiedziałam. Nie chciałam powiedzieć nic złego, ponieważ na prawdę nie chciałam zdenerwować Luke'a
-Niepotrzebnie.Z tego, co pamiętam, był prawdziwym dupkiem-wzruszył ramionami, nadal nie zmieniając swojego wyrazu twarzy.
-Czyli trochę jak ty- pozwoliłam słowom wyjść z moich ust, zanim w ogóle zatrzymałam się, żeby nad nimi pomyśleć.
Wtedy Luke zrobił coś, co naprawdę mnie zaskoczyło: zaśmiał się. To był głośny śmiech i jeśli mam być tutaj kompletnie szczera, to był piękny śmiech. Czysty śmiech, który wysłał dźwięk, roznosząc echo na wskroś małego kącika biblioteki, w którym siedzieliśmy. To całkowicie mnie zaskoczyło, sprawiając że lekko podskoczyłam do tyłu na krześle. Chodziłam do szkoły z Lukiem przez ostatnie trzy lata i ani razu nie słyszałam jego śmiechu.
-Widzisz, właśnie się zaśmiałem, nie mam depresji-Luke spojrzał na mnie. To, że musiał udowodnić mi mój błąd we wszystkim co robię, doprowadzało mnie do białej gorączki. Mógłby odpuścić sobie chociaż ten jeden raz
-Tylko dlatego, że ktoś jest zdolny do śmiania się, nie oznacza, że nie ma depresji-powiedziałam powoli, nadal patrząc na Luke'a w dziwny sposób. Nigdy nie myślałam, że dożyję dnia, w którym on naprawdę się zaśmieje.
-Dlaczego wyglądasz na taką przejętą?-Zapytał po tym, jak udało mu się uspokoić. Spojrzał na mnie, jakby nic się nawet nie stało, zmieszany, że wyglądam na taką zaskoczoną.
-Zaśmiałeś się-wyjąkałam.-Myślałam, że ty nie okazujesz emocji.
-Jezu, Stel. Powiedziałem, ci że mam kłopoty z okazywaniem uczuć, a nie, że jestem robotem-już nawet nie trudziłam się staraniem przemówienia mu, żeby nigdy więcej nie nazywał mnie Stel, to nie miało sensu.- Wiem jak się śmiać, nie jestem idiotą.
-Ostatnio podczas lunchu powiedziałeś, że się nie śmiejesz-powiedziałam, opanowując moje zaskoczenie
-Nic mnie nie śmieszy-Luke wzruszył ramionami, a następnie powtórzył.-Naprawdę powinniśmy wrócić do pracy.
-Ale ja właśnie cię rozśmieszyłam-znowu zignorowałam go, nie miałam humoru na robienie matematyki w tej chwili
-Gratulacje, chcesz ciastko? Kupię ci jedno, jak skończysz ten arkusz-powiedział Luke, wyciągając moją pracę domową w moim kierunku.
-Jesteś dupkiem-powiedziałam, nie będąc do końca pewną czy mówiłam poważnie, czy nie.
-Tak, wiem. Dzięki-prychnął Luke i tak szybko, jak stał się czymś, co zdawało się być normalnym nastoletnim chłopcem, znowu wrócił do bycia sobą.
Po tym wróciłam do odrabiania mojej pracy domowej. Ku mojej niespodziance, naprawdę byłam w stanie zrozumieć większość. Luke musiał pomóc mi jedynie z dwoma przykładami, oba zawierały użycie tych właściwości, których nadal nie mogłam zapamiętać. Oczywiście Luke zapamiętał je, ponieważ tym najwyraźniej zajmuje się w swoim wolnym czasie.
-Naprawdę kupisz mi ciastko, jeśli skończę to wszystko?-zapytałam, kiedy został mi tylko jeden przykład.
-Nie-zadrwił Luke, jakby możliwość wydania na mnie jego pieniędzy była czymś nienormalnym
-Całkiem sprawiedliwe-wzruszyłam ramionami, myśląc nad sposobem namówienia Michaela, na kupno mi ciastka, kiedy wrócę do domu.
-Sądzę, że powinniśmy już wracać-powiedział Luke, zerkając przez okno na teraz już ciemne ulice.
-Czemu? Musisz iść do pracy czy coś?-zapytałam. Chciałam wyjść, byłam zbyt zmęczona matematyką. Jednak nadal zastanawiałam się, dlaczego Luke zawsze się spieszył jakby chciał się gdzieś dostać.
-Nie, ale robi się późno i jestem głodny- powiedział, kiedy zaczął pakować wszystkie swoje rzeczy. Zdjął swoją kurtkę z oparcia krzesła i zarzucił ją na swoje szerokie ramiona. Jeszcze raz poprawił swoją beanie, tym razem wypuszczając parę kosmyków swoich włosów i pozwalając im leżeć płasko na czole.
-Jaki jest cel jedzenia, jeśli nie będziesz jeść mięsa?-zaśmiałam się cicho, nadal nie rozumiejąc faktu, że Luke nie je mięsa.
-Są inne rzeczy, które mogę jeść i które nie zawierają mięsa. Cholera, wiem, że jesteś Włoszką, ale nie wszystko kręci się wokół kawałka kurczaka.
-Nadal. Nie rozumiem, dlaczego go nie lubisz-zerknęłam na Luke'a, kiedy założyłam moją własną kurtkę. Był raptem koniec października, a temperatura w Nowym Jorku zdążyła już spaść, tak, że było już dość zimno.
-Powiedzmy to sobie w prost:nie lubię niczego-Luke wywrócił oczami i odwrócił się za siebie na pięcie, prowadząc naszą dwójkę do wyjścia z biblioteki.
-Z wyjątkiem matematyki –szłam za Lukem, który kroczył prawie tak szybko, że za nim nie nadążałam
-Z wyjątkiem matematyki- pokwitował.
Wyszliśmy z biblioteki i skierowaliśmy się na przystanek autobusowy, gdy Luke przestał iść, pochylił się nad ścianą budynku, chowając dłonie do kieszeni swoich spodni.
-Wracasz do domu metrem?-zapytał, wypuszczając powietrze, więc dało się zobaczyć jego oddech.
-Tak, ty też? - Luke i ja przyjechaliśmy metrem do biblioteki prosto ze szkoły. Zazwyczaj wszędzie jeździłam metrem, chyba że moja mama była w domu i mogła zawieźć mnie gdzieś swoim samochodem. Nie miałam nic przeciwko, tak długo, dopóki nie było ciemno lub nie była to noc.
-Nie, mój dom jest jedynie parę bloków w tamtą stronę-Luke wskazał w swoje lewo. Moje mieszkanie było za daleko, żeby po prostu się przejść, zwłaszcza w taką pogodę.-To znaczy mógłbym. Jeśli tego chcesz.
-Chcesz zejść ze swojej drogi i zabrać mnie do domu, tylko żebym nie musiała jechać metrem sama?-uniosłam brew, jego zachowanie nie było za bardzo w stylu Luke'a.
-Tylko proponowałem-Wzruszył ramionami-Poza tym, jeśli zostaniesz zamordowana w metrze, nie sądzę, żeby twoja mama nadal płaciła mi za uczenie cię.
Przeczekałam kilka sekund przed powiedzeniem czegokolwiek jeszcze, oglądając ludzi przechodzących obok nas, kiedy staliśmy praktycznie na środku chodnika. Jakkolwiek to dziwnie zabrzmi, nie byłam pewna, czy lubiłam kiedy Luke był dla mnie miły. Prowadzenie z nim przyjacielskich stosunków wydawało się dziwne. Luke'owi nie było pisane być moim przyjacielem, jemu nie było pisane być czyimkolwiek przyjacielem. Nagle zawiał mocny powiew wiatru, sprawiając, że przechyliłam się nieznacznie, a Luke zaciągnął swoją czapkę jeszcze niżej, aby zakryć swoje uszy.
-Nie musisz iść za mną. Potrafię sama o siebie zadbać-skinęłam Luke'owi, a następnie odwróciłam się za siebie i zaczęłam iść do najbliższej stacji metra, nie żegnając się nawet
Byłam w połowie drogi na schodach prowadzących do metra, kiedy uświadomiłam sobie, że słyszę moje imię wołane poprzez masę ludzi. Odwróciłam się, nie interesując się tym, że mogę sprawić kłopot ludziom znajdującym się za mną.
-Wiesz co, Stel, zapomniałem. Właściwie to i tak muszę pójść tą drogą-Luke pojawił się przede mną,a lekki uśmiech zagościł na jego ustach.
-Dlaczego?-Zapytałam. Luke nie był zbyt zajętą osobą, trudno było uwierzyć, że musiał wybrać się gdzie indziej we wtorkową noc, niż po prostu do domu.
-Nie twoja sprawa-powiedział Luke, jego uśmiech zniknął tak szybko jak się pojawił
-Dobrze-wzruszyłam ramionami i odwróciłam się, zmierzając drogą do metra.
-To po prostu dziwne-tym razem to Luke starał się nadążać za mną
-Co jest dziwne?-zapytałam.
-Ty wracająca metrem...sama-powiedział powoli Luke, ostrożnie dobierając swoje słowa.
-Robiłam to już wcześniej.-Wzruszyłam ramionami, kontynuując marsz szybko, żebyśmy mogli wejść do następnego pociągu.
-To nie oznacza, że powinnaś-Luke dogonił mnie, teraz idąc w tym samym tempie, co ja. Musiał zrobić krok w bok, żeby zejść z drogi dwóm chłopakom wygłupiającym się na środku naszej ścieżki.
-Poczekaj. Czy ty starasz się powiedzieć, że troszczysz się o mnie? - Zaśmiałam się.
-Nie, ani trochę – Luke pokręcił głową.
-Oczywiście, co tylko powiesz – powiedziałam, klepiąc go w plecy.
-Stel, ostatnią rzeczą, jaką mógłbym zrobić, jest troszczenie się o ciebie. - Luke przestał iść. Teraz staliśmy za dużą grupą ludzi, czekających, żeby wsiąść do metra. Nadal byłam zdezorientowana, dlaczego Luke zdecydował się pojechać ze mną metrem, kiedy jego dom był w zupełnie innym kierunku. Jedynie marnował swój czas.
-Całkiem sprawiedliwe-powiedziałam ponownie, nie wiedząc, dlaczego w ogóle pomyślałam, że Luke mógłby się o mnie troszczyć.
***
Kiedy dotarliśmy do mojego mieszkania, Luke nalegał, aby odprowadzić mnie po schodach, chociaż błagałam go, żeby tego nie robił. Gdybyśmy rozmawiali, to wtedy może widziałabym, dlaczego chciał pójść dalej ze mną, ale robiliśmy coś zupełnie innego. Przeszliśmy przez hol w kompletnej ciszy, weszliśmy do windy i znowu pozostaliśmy w całkowitej ciszy. Na szczęście, kiedy drzwi windy otworzyły się i pozwoliły nam wyjść Michael i Ashton stali dokładnie przed nimi, jakby czekali na nas.
-Stella!-Ashton przywitał mnie z szeroko otwartymi ramionami. Niepewnie podeszłam w jego kierunku, kiedy zamknął mnie w ciasnym uścisku.
-Co wy tu robicie?- Zapytałam, odklejając się od Ashtona po kilku sekundach. Miałam nadzieję, że nie rumieniłam się za bardzo,ponieważ dotyk Ashtona wywołał mrowiące uczucie w moim brzuchu.
-Mieliśmy zamiar wybrać się po coś do jedzenia. Czekaliśmy na ciebie, ale długo cię nie było-wyjaśnił Michael. Wytknął mi język
-Przepraszam, zasiedzieliśmy się w bibliotece-wskazałam na Luke'a, który stał cicho za mną.
-Oh tak, jak tam idą korepetycje?-Zapytał Ashton. Uśmiechnął się i bawił suwakiem swojej bluzy, kiedy zaczął mówić
-Dobrze, tak myślę. Chyba zaczynam wszystko rozumieć-skinęłam głową, mówiąc prawdę. Luke może nie był zbyt dobrym przyjacielem, ale był dobrym korepetytorem.
-To dobrze! Luke jest dobrym nauczycielem?-Ashton zapytał, kiwając w stronę Luke'a.
- Ta...
-Stel jest dobrym uczniem – Luke przemówił, jakby potrzebował przypomnieć wszystkim, że nadal tutaj jest.
-Zauważyłem, że jest – Ashton zaśmiał się, przygryzając swoją dolną wargę. Sposób, w jaki na mnie patrzył swoimi piwnymi oczami, wysyłał dreszcze po moim kręgosłupie.
-Okej, jestem naprawdę głodny. Idziesz z nami, Stella?-Zapytał Michael, robiąc się niespokojnym.
-Pewnie-wzruszyłam ramionami. Też byłam głodna i może teraz uda mi się namówić Michaela na kupno mi ciastka
-Chcesz iść z nami, Luke-Ashton zapytał Luke'a, który nadal cicho opierał się o ścianę korytarza, skubiąc swoje paznokcie, jakby nie przejął się jego słowami.
-Nie. Tylko odprowadzałem Stel do domu-Luke w końcu spojrzał na nas. Byłam zadowolona, że nie wybierał się z nami, wszystko było dużo bardziej niezręczne kiedy ktoś pojawiał się między nami. Wydawało się, że mogłam naprawdę porozmawiać z nim, kiedy byliśmy całkowicie sami.
-Oh. To miło-Ashton zachichotał.-Dobrze, chodźmy
Nasza czwórka wróciła do windy i zamknęła za sobą drzwi, gdzie Michael i Ashton natychmiast pochłonęli się własną rozmową
Luke wykorzystał tę okazję, aby zaintonować naszą własną rozmowę.
-Samo patrzenie na ciebie i Ashtona sprawia, że jest mi niedobrze – wyszeptał.
-Co masz na myśli?- odszepnęłam.
-To obrzydliwe-powiedział Luke i zrobił dziwną minę.
-My nic nawet nie robimy!-stłumiłam śmiech.
-Nieważne. To nadal obrzydliwe - wzruszył ramionami
Kiedy dotarliśmy na parter, Ashton, Michael i ja zaczęliśmy iść jedną drogą, kiedy Luke wybrał się inną, nie żegnając się nawet z nami.
-Luke jest dziwnym gościem-zauważył Ashton, kiedy szliśmy ulicą do popularnej chińskiej restauracji, do której zawsze chodziliśmy.
-Powiedź o tym coś więcej-wywróciłam oczami. Nie mogłam rozszyfrować Luke'a, w jednej sekundzie wydaje się, że mógłby być moim przyjacielem, a w następnej jest taki, jakby nie chciał nawet być ze mną powiązany.
-Moglibyście być uroczą parą-zaśmiał się Michael, a Ashton potwierdził.
-Też o tym pomyślałem! - śmiał się dalej z Michaelem.
Prawie zakrztusiłam się własnym powietrzem. Najgorszą możliwą rzeczą, jaką możesz usłyszeć od swojego crusha, jest to, że uważa, iż wyglądałabyś uroczo z osobą, której nienawidzisz. Zatrzymałam się, a Ashton i Michael zrobili to samo.
-Nie moglibyśmy – powiedziałam surowo.
-Pasujecie do siebie – Michael wzruszył ramionami. Jego różowe włosy zaświeciły w promieniach ulicznych świateł. Ashton nie powiedział niczego, po prostu nadal chichotał.
Znowu zaczęłam iść, tym razem przed Michaelem i Ashtonem, zamiast obok nich.
-Mówię ci, któreś z nich rozwinie swoje uczucie do drugiego, zanim nawet zacznie się grudzień – usłyszałam, jak Michael wymamrotał do Ashtona za mną.
Część mnie wiedziała, że to, co powiedział było prawdą. To było nieuniknione. Jeśli nadal będę spotykać się z Lukem tak często, jak robię to teraz, była możliwość, że coś będzie między nami. Miałam jedynie nadzieję, że to nie ja będę tym, kto rozwinie jakiekolwiek uczucia.
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz