-Próbuję!-prychnęłam, rzucając ołówkiem tak, że zostawił ślad na papierze
Jego palce przeczesały wiecznie wystylizowane włosy, które akurat dzisiaj pozostawione były w naturalnym nie ładzie
-Stel, ty...-
-Nie! Moje imię to Stella, a nie Stel- parsknęłam krzyżując ramiona- Podobałoby Ci się gdybym nazywała cię Lucas, zamiast Luke? To nie jest twoje imię, prawda?
-Jaki jest pierwiastek kwadratowy z sześćdziesięciu czterech?- zapytał zmieniając temat
Luke był przeciętnym chłopakiem z liceum, który pomimo swojego niewinnego wyglądu był totalnym dupkiem. W dość młodym wieku, bo siedemnastu lat Luke Hemmings odkrył możliwość znienawidzenia wszystkiego i wszystkich. Nikt nie wie dlaczego tak się stało i nie wiele ludzi trudzi się, żeby się tego dowiedzieć. Można powiedzieć, że był jednym z tych ludzi w szkole, od których należy trzymać się z daleka.Szkoła ma tyle kłopotów związanych z jego osobą, że jestem pewna, iż jeśli nie byłby matematycznym geniuszem wyleciałby z niej w pierwszym semestrze pierwszego roku. Luke był w każdej klasie nagradzany i zdawał z jednej do kolejnej, jakby to wcale nie była wielka sprawa. Zastanawiam się, czy w której z nich podobało mu się, jeżeli w ogóle podoba mu się cokolwiek.
Niestety mój starszy brat-Eric- i starszy brat Luke'a byli dobrymi przyjaciółmi, więc kiedy wieść o tym, że Luke ma zdolności matematyczne dotarła do mojej mamy, nie było już mowy o zatrzymaniu jej przed zaoferowaniem mu pieniędzy w zamian za przeprowadzenie mnie przez cały rok szkolny, tak abym wreszcie mogła zdać geometrię. Oto właśnie tym sposobem Luke Hemmings skończył w mojej jadalni w sobotnie popołudnie.
-Czemu nie możesz tu przyjść za rok?! Dając mi chociaż kilka miesięcy na naukę...-zapytałam już dość zmęczona obecnością Luke'a w moim apartamencie
-Jeśli tak zrobię, to po raz trzeci nie zdasz geometrii- parsknął, a jego brwi się uniosły, widocznie czekał na moją odpowiedź
-Ja...
-Chyba nie masz zamiaru być jedną z tych osób, które będą za rok wciąż powtarzać geometrię- Luke uciął moją wypowiedź nie dając wypowiedzieć mi jednego zdania.
-Nie przerywaj mi. Nie będę jedyną, która nie zda!- Powiedziałam mając na myśli mojego przyjaciela, Micheala, który z tego co mi wiadomo też raczej nie zda
-Słuchaj- Powiedział- Jaki mamy miesiąc...Październik? Zdaj to do maja, a ja odpieprzę się od ciebie na zawsze
-To tylko około sześciu miesięcy- mruknęłam. Jakoś nie widziały mi się cotygodniowe wizyty Luke'a douczającego mnie. Tym bardziej, że nie było szansy żebyśmy zostali przyjaciółmi
-Siedem! To siedem miesięcy!- Uderzył palcami w stół wyraźnie rozdrażniony, że nie potrafię tak dobrze liczyć w myślach jak on
-Dobrze, siedem! Nieważne...Czemu musisz być dla mnie taki niegrzeczny?- Kopnęłam Luke'a pod stołem z czystej złośliwości
-Okay, jaki jest pierwiastek z sześćdziesięciu czterech?-znów mnie ignoruje
-Co mają pierwiastki do geometrii?- zapytałam Luke'a- Myślałam, że geometria to kształty
-Książka zaczyna się od przypomnienia algebry, to znaczy, że w zakresie mamy również pierwiastki. Powinnaś to wiedzieć, uczysz się tego teraz w szkole!- Przekręcił oczami
-Osiem. Pierwiastek kwadratowy z sześćdziesięciu czterech to osiem.
-Dobrze. Teraz pomnóż to równanie przez osiem- Luke oparł się o krzesło, lecz jego niebieskie oczy wciąż obserwowały każdy mój ruch
-Które równanie?- zapytałam po części chcąc rozdrażnić Luke'a, a po części, ponieważ napisał ich tyle, że nie wiem, o które mu chodzi
-To- wskazał palcem równanie, które napisał na czystej kartce w swoim notatniku oczywiście nie zapominając, żeby wywrócić na mnie oczami
Po kolejnej godzinie, w której Luke usiłował nauczyć mnie kwadratów liczb, oboje zdecydowaliśmy, że ten dzień nauki mam zaliczony. Co prawda to nie było to czego Luke chciał mnie dziś nauczyć, ponieważ patrzył na mnie jakbym była przypadkiem, na który nie a już nadziei
Luke pośpiesznie zbierał swoje rzeczy, nerwowo sprzątając lekki bałagan, który znajdował się na stole. Co prawda znam go krótki czas, ale wydało mi się to dziwne i w zupełności nie pasujące do jego charakteru. Raczej był typem, który wszystko robił dokładnie i powoli, a nie takim, który załatwia wszystko niedokładnie upuszczając ołówki na podłogę.
-Gdzie się tak spieszysz?- zapytałam sięgając po ołówek, który właśnie stoczył się ze stołu
-Muszę gdzieś iść- powiedział nie nawiązując kontaktu wzrokowego, nawet gdy jego palce przesunęły po moich zabierając ołówek
-Gdzie?- zapytałam, będąc po prostu normalną wścibską sobą. Luke wreszcie spojrzał na mnie, a gdy nasze oczy się spotkały mrugnął kilkukrotnie zanim zaczął mówić
-Idę do kina- Powiedział, wkładając wszystko do plecaka i zarzucając go sobie na jedno ramie
-Co, na randkę, czy coś w tym stylu?- zaśmiałam się delikatnie wyobrażając sobie, jak musiałoby takie wyjście wyglądać.
-Nie, pracuję tam- Wymsknął mu się delikatny uśmiech. Myślę, że to pierwszy raz kiedy widzę go uśmiechającego się. To nie był wielki uśmiech, nie odsłaniał żadnych zębów, ale był miły. Zupełnie inny, od tej pustej ekspresji, którą przeważnie nosił na twarzy.
-Oh- Potaknęłam obserwując Luke'a, który już kierował się w stronę frontowych drzwi będąc prawie poza apartamentem
-Pa Stel! Widzimy się w przyszłym tygodniu- Powiedział szybko po czym wymknął się drzwiami, które za nim trzasnęły. Odwróciłam się i opierając o drzwi zaczęłam myśleć o swoich planach na popołudnie.
Nikogo nie było w domu. Eric wyszedł gdzieś z grupką znajomych, a mama pojechała do jakiegoś supermarketu na zakupy. To jest właśnie nasza trójka mieszkająca w tym apartamencie. Mój tata nie mieszka z nami, przeprowadził się do Bostonu kilka lat temu, mniej więcej kiedy razem z mamą zdecydowali się na rozwód. Po prostu coś między nimi nie grało. Nie przejmuję się tym, a nawet uważam, że teraz kiedy nie kłócą się każdej nocy jest lepiej.
Kiedy zdałam sobie sprawę, że nie robię ni produktywnego oprócz stania tutaj postanowiłam, że zejdę na dół i poszukam Michaela. Michael był jedną z nielicznych osób, z którymi rozmawiam po szkole, a w dodatku mieszka blisko. Właściwie to nie wiem co pomiędzy nami było. Powiedziałabym, że jesteśmy przyjaciółmi, którzy spędzają razem dużo czasu w szkole i poza nią. Nigdy nie daliśmy temu etykietki przyjaźni. Właściwie zaczęliśmy przyjaźnić się od niedawna, kiedy to przestało być dla nas dziwne, że mieszkamy w tym samym kompleksie apartamentów
Dotarłam do drzwi mieszkania Michaela, które dzielił ze swoją mamą i zapukałam przed tym jak pozwoliłam sobie siebie wpuścić. Kiedy ktoś był w środku drzwi prawie zawsze były otwarte z powodów mi nieznanych.
-Michael?- zawołałam. Mieszkanie wydawało się puste, ale nie byłoby otwarte gdyby kogoś tu nie było
-Tu jestem!- głos Michaela dobiegał z końca holu. Minęłam mały salon, w którym wokół stolika i sofy można było dostrzec śmieci pozostałe po zjedzonych fast foodach. Od kiedy znam Michaela wiem, że jego mama jest rupieciarskim chomikiem. Podążałam za głosem Michaela, który doprowadził mnie do łazienki. Siedział na umywalce, a w ręku trzymał tubkę po farbie do włosów
-Co robisz?- zapytałam mimo iż odpowiedź była co najmniej oczywista. Michael miał obsesję na punkcie farbowania włosów. Przeszedł od swojego naturalnego blondu, po czernie, fiolety, przez tleniony blond i błękit, aż do "kto wie co teraz". Podaj kolor, a on prawdopodobnie był już na jego głowie. Mówiłam mu wiele razy, że wkrótce skończy łysy, ale jego to jakoś nie rusza.
-Różowy, w końcu mamy miesiąc świadomości raka piersi- odpowiedział szybko wcierając sobie farbę we włosy
-Myślałam, że już malowałeś na różowo- powiedziałam i podałam mu ręcznik, ponieważ krople farby zaczęły ściekać po jego twarzy
-Malowałem-zaśmiał się-Jesteś pewna, że nie chcesz pomalować swoich włosów, to taki nudny kolor
-Lubię moje włosy, wielkie dzięki- powiedziałam obronnie. Osobiście uważam, że jasnobrązowy kolor moich włosów jest piękny. Wygląda jak farba, ale tak wyglądają naturalnie.
-Eh- mruknął i potrząsnął butelką
-No i nie chcę też ryzykować, że moje włosy zabarwią się na zielono- przygryzłam wargę
-To było tylko raz! Nieważne, co tam u ciebie?- Powiedział nakładając farbę na ostatnie pasmo swoich włosów
-Jestem znudzona, moglibyśmy coś porobić razem- wymamrotałam. To nie było nic nowego dla mnie czy Mike'a żeby po prostu posiedzieć i coś razem zrobić. Przeważnie nasze wspólne spędzanie czasu kończy się na jedzeniu i/lub oglądaniu razem telewizji, ale nie ważne, to wciaż było coś do robienia.
-Tylko to dokończę i porobimy coś razem, okay?- zaczął przechylać prawie pustą butelkę po farbie
-Jasne- skinęłam głową
-Coś jeszcze? Coś nowego?- zapytał i zaczął wdychać zapach, który pozostawiła farba. Można myśleć, że jest od niego uzależniony i dlatego tak często maluje włosy
-Myślę, że nie. Ja tylko...Czekaj! Zgadnij kto właśnie wyszedł z mojego domu!- Prawie wykrzyczałam, ponieważ zapomniałam powiedzieć Mike'owi o tym, że Luke jest moim korepetytorem
-Obama?-powiedział i wzruszył ramionami. Nigdy nie był dobry w zgadywaniu, co mnie denerwowało, ponieważ ja uwielbiałam w to grać i zawsze próbowałam z nim to robić
-Luke Hemmings- przekręciłam oczami na wspomnienie o nim. Przed chwilą byłam tak podekscytowana na grę w zgadywanki, ale teraz myśl o Luke'u wyssała ze mnie całą radość
-Kto?- Widać było lekkie zmieszanie wkradające się na jego twarz, zapewne widział go kiedyś w szkole
-Znasz Luke'a, chodził z nami do klasy, ale później przeniósł się do innej-wyjaśniałam- wysoki blondyn
-Jesteś pewna, że nie masz na myśli Ashtona Irwina?- uśmiechnął się zadziornie. Ashton był chłopakiem, który dużo przebywał z Michaelem. Jest od nas o rok starszy i jest moim crushem. Jego spojrzenie było magnetyzujące, przyciągające. Michael podejmował każdą możliwą próbę, żeby zakłopotać mnie moim malutkim zauroczeniem
-Nie, jestem pewna, że mam na myśli Luke'a Hemmingsa. Powiedziałabym ci dużo wcześniej gdyby Ashton był w moim domu
-Racja, więc, jak on się tam znalazł?- wstał i owinął ręcznik wokół swojej szyi, Włączył licznik, który momentalnie zaczął tikać odliczając 30minut
-Doucza mnie z matematyki. Najwidoczniej uczniowie szkoły średniej nie są w stanie załapać geometrii przez trzy lata- zaczęłam się śmiać idąc za Michaelem, który skierował się do kuchni
-Cóż jesteśmy ponad ludźmi sukcesu, jeżeli mamy okazję być w jednej klasie dwa razy-ponownie wzruszył ramionami- Teraz pamiętam Luke'a Jest tym super mądrym dzieckiem, które jest przy okazji gnojkiem prawda?-zaśmiałam się i zebrałam pozostałości pizzy z lady
-Tak, to on, chociaż powiedziałabym, że bardziej jest dupkiem niż gnojkiem
-To jest to, co słyszałem- potaknął- Chciałbym móc sprawdzić, do którego collegu dostanie się w przyszłości
-On pracuje w kinie- wspomniałam, przypominając sobie dlaczego Luke wyszedł
-Naprawdę? Powinniśmy iść na jakiś film kiedy moje włosy będą gotowe i spróbować go znaleźć!- zaczął skakać. Od zawsze uwielbiał taki rodzaj przygód, który pozwalałby mu wpakować mnie w kłopoty
-Nie, to byłoby dziwne- Pokręciłam głową, zaprzeczając pomysłowi Michaela zanim jeszcze zaczął go planować. Nie będę marnować mojego czasu na widywanie Luke'a częściej, niż to konieczne.
-Dlaczego? Nie jesteście przyjaciółmi?- Michael zaczął rozmyślać głośno
-Daleko nam do bycia przyjaciółmi-zaczęłam się śmiać i wzięłam gryz pizzy
-W takim razie znalezienie go w tym kinie będzie jeszcze zabawniejsze!- Znów zaczął skakać, więc złapałam go za ramię, żeby go zatrzymać, ponieważ, farba zacznie się przemieszczć i to nie będzie wyglądało za dobrze. Już raz tak się zdarzyło.
-Proszę, Stella
-Cokolwiek, ale ty płacisz
***
-Będę udawać, że zrobiłem rezerwację!- Michael wyszeptał do mnie i przeczesał dłonią swoje nowe różowe włosy.
Staliśmy w kolejce, gdzie kasjerem był Luke. Czekaliśmy kilka minut zanim zrobią to ludzie przed nami i wreszcie Michael stanął twarzą do blondyna. Patrzył na niego z taką ekspresją jakby chciał powiedzieć "chciałbym robić cokolwiek innego niż to". Zaczęłam się zastanawiać, czy Luke potrafiłby czerpać radość z czegokolwiek. Wydaje mi się, że Luke rozpoznał Mike'a, może dlatego, że widują się razem w szkole, a on często farbuje włosy
-Clifford, obojętnie co dla dwojga, poproszę. Miałem rezerwację na 19- Michael oparł się na ladzie wtykając Luke'owi kilka banknotów. Ten tylko pusto patrzył się w przestrzeń, wcale nie rozbawiony.
-To będzie $12.38.- Blondyn zaczął gryźć swój policzek, jakby chciał powstrzymać się od powiedzenia czegoś
-Nie zapytasz na jaki film idziemy?- wyłoniłam się zza Michaela, ponieważ nie mam zamiaru być w pierwszym rzędzie na filmie, który wybrał nam Luke
-Idziecie na "klopsiki kontratakują 2"- Kasjer spiorunował mnie wzrokiem i znów zaczął jeść wnętrze swojego policzka,
-Ale widziałem to w ostatni weekend- powiedział Mike sarkastycznie wyrzucając ręce w powietrze
-Więc zobaczysz to jeszcze raz- powiedział Luke wręczając Michaelowi bilety. Wygładził swoją dopiętą czerwoną koszulę i poprawił karteczkę z nazwiskiem.
-Luke! Ile to 30% z 15$?- zwrócił się do niego jakiś chłopak, który nerwowo przeczesywał włosy- kalkulator w mojej kasie chyba nie działa
-$4,50- powiedział jakby to nie był dla niego żaden problem
-Dzięki. To twoi przyjaciele?- odwrócił się, a ja przeczytałam jego imię napisane malutkimi literami na plakietce "Calum"
-Nie, to jest Stella i...Pinky*, Chodzą do mojej szkoły- powiedział, dbając o to, aby jego twarz nie wyrażała nic
-Stella-poprawiłam go. Mam nadzieję, że pewnego dnia zrozumie, że nie lubię ksywki jaką od niego dostałam. Podobało mi się moje imię, było inne od imion dziewczyn, które znałam.
-A Ja mam na imię Michael- skrzyżował ręce i zaczął patrzeć w podłogę
Luke wpatrywał się w niego, ale nagle jego oczy powędrowały na włosy Mike'a
-Nieważne...Pinky- przewrócił oczami, a ja już nawet straciłam rachubę ile razy już dziś to zrobił
-Mam na imię Calum. Jestem przyjacielem Luke'a- powiedział i uścisnął z nami rękę
-Nie jesteśmy przyjaciółmi- powiedział Luke zaprzeczając wszystkiemu. Zachowywali się jakby byli przyjaciółmi, więc może to po prostu sekret. Gdyby ktoś się dowiedział, że Luke Hemmings ma przyjaciela jego reputacja zostałaby dogłębnie zniszczona na zawsze
-Tak, jesteśmy- powiedział Calum klepiąc go w ramie, na co blondyn nawet się nie wzdrygnął
-Luke'owi nie podoba się pomysł posiadania przyjaciół- powiedziałam szybko do Mike'a powstrzymując się od śmiechu
-Stel, tak w ogóle, to czemu tu jesteś powinnaś być w domu i się uczyć- odgryzł się Luke oczywiście słysząc mój komentarz. Tym razem nawet nie poprawiłam mojego imienia
-Czemu ty nie pójdziesz do domu się uczyć?- powiedziałam. Nie podobał mi się sposób w jaki Luke mnie traktował. Nie rozmawiałam z nim przed dzisiejszym dniem, a już mną gardzi. Nie zrobiłam mu nigdy nic złego, więc jeśli będzie się tak zachowywać w stosunku do mnie, to może liczyć na takie samo traktowanie
-Nie muszę się uczyć, w przeciwieństwie do ciebie. Jestem mądry Stel, bardzo mądry. Nie widzę potrzeby marnowania mojego czasu na naukę, lub pomaganiu ludziom jak ty. Pokazuję ci tylko jak być miłym i mówię teraz poważnie, bo inaczej nie dojdziemy nigdzie- Luke spojrzał ponad moje ramię
-Ty jesteś miły?! Nigdy w życiu bym nie zgadła!- skrzyżowałam ramiona- Jesteś dla mnie nie miły od kiedy tylko przekroczyłeś próg mojego mieszkania!
-To nie jest niegrzeczne! To jest "nie chcę się z tobą zaprzyjaźnić, więc nie będę dla ciebie miły"- prychnął i wydał Mike'owi resztę po czym zamknął kasę
Dopiero po kilku sekundach wzajemnego wgapiania się w siebie Calum powiedział- To było niegrzeczne Luke
-Nie obchodzi mnie to, taki właśnie jestem, musisz to znieść!- Zdjął plakietkę ze swojej koszulki i położył ją na ladzie, zanim odwrócił się jakby miał roznieść cały pokój
-Gdzie idziesz?- zapytał Calum
-Na przerwę!- krzyknął Luke
-Nie możesz iść na przerwę dopóki....-zaćzął, ale nie dane mu było dokończyć
-Odpierdol się!-krzyknął trzaskając za sobą drzwiami. Odczułam pewien rodzaj ulgi gdy wyszedł. Nie wiem jak przetrwam kolejny rok.
-Wydaje się miły- powiedział Michael kiedy nikt z nas tego nie robił
-Nie jest- Calum zaczął kręcić głową- Jest moim przyjacielem....ale nie jest miły, to znaczy nie na początku
-Myślę, że nasza dwójka skończy chcąc zabić się nawzajem i to jeszcze zanim rok się skończy- Właśnie zdałam sobie sprawę jak trudne to będzie Wolałabym nie zdać geometrii do końca życia niż mieć Luke'a za korepetytora
-Nie bierz wszystkiego co mówi do siebie, to w porządku facet, daj mu trochę czasu- uśmiechnął się do mnie
-Spróbuję- powiedziałam zbierając kilka włosów z mojej twarzy
-Lepiej wrócę do swojej pracy, bawcie się dobrze na filmie!- dodał, więc pomachaliśmy mu
-Nie wydaje mi się- Powiedział Michael kiedy chodziliśmy wzdłuż korytarza w poszukiwaniu odpowiedniej sali. Obserwowałam nasze stopy, które się zsynchronizowały
-Mi też nie- zaśmiałam się- Boże, dopiero co go spotkałam, a już nie mogę go znieść
-Nie mów tak!- powiedział "Pinky" i szturchnął mnie swoim ramieniem
-Czemu nie?- zapytałam i zatrzymałam się, ponieważ byliśmy już przy odpowiedniej sali
-Założę się, że zakochasz się nim jeszcze przed końcem roku
*Pink(y)- Ksywka od koloru włosów
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
OMG MAMY PROLOG, MAM NADZIEJĘ, ŻE POZIOM NA JAKIM TO TŁUMACZĘ NIE JEST BEZNADZIEJNY, TYLKO ZNOŚNY
ZOSTAWCIE KOMENTARZ (JAKIKOLWIEK NAWET Z ":)" SIĘ UCIESZĘ), JEŚLI DOCENIACIE MOJĄ PRACĘ!
Miłego Dnia/ Wieczora
Zależy kiedy czytacie xx

Prolog zapowiada się ciekawie, zabieram się za następny rozdział xx
OdpowiedzUsuń